Wa

OSIEDLE DUDZIARSKA

Link 30.04.2011 :: 22:30 Komentarze (1)

IMG_5937-9


IMG_5941-2


IMG_5954


IMG_5952


IMG_5953


IMG_5940


IMG_5935


IMG_5943-49
Tutaj większa wersja.


Okryte niesławą osiedle, położone na Koziej Górce, części Pragi Południe. Chyba najbardziej odizolowane miejsce do zamieszkania w mieście. Bywają rejony odleglejsze geograficznie, ale to międzytorze otoczone rozległymi terenami kolejowymi (Koleje Mazowieckie, Intercity i inne kolejowe przedsięwzięcia), poprzecinane liniami wysokiego napięcia, sąsiadujące z opuszczonymi ogródkami działkowymi okupowanymi częściowo przez bezdomnych, więzieniem, spalarnią śmieci, ciepłownią (komin ponad 300 metrów) i innymi równie uroczymi przybytkami, jest szczególnie niedostępne. Bez prostej drogi dojścia, normalnie trzeba meandrować kilometrami, droga na skróty wiedzie przez bocznice, grozi śmiercią, bądź w łaskawszej formie – mandatem. Choć powstało w latach 1994-96, jeżdżący nie częściej niż raz na godzinę autobus doprowadzono stosunkowo niedawno. Aby dojechać na osiedle robi wielką pętlę, szybciej zazwyczaj jest ryzykować przez tory.

Trzy bloki wybudowało miasto aby zakwaterować tutaj tymczasowo ludzi z nakazami eksmisji, niepłacących czynszu i innych nieprzystosowanych społecznie mieszkańców potrzebujących lokalu, nie mających się gdzie podziać. Dla zrównoważenia społeczności przyznano część mieszkań rodzinom policjantów, z czasem wszystkie pouciekały. Nie jest to najciekawsze miejsce do zamieszkania. Część lokali opuszczona i zdewastowana, część zasiedlona na dziko i nielegalnie. Bloki bez instalacji gazowej i ciepłej wody, często opalane węglem. Założeniem była maksymalna prostota, nikt nie miał tutaj mieszkać dłużej, tylko do chwili aż znajdzie „normalne” miejsce. Niektórzy mieszkają kilkanaście lat.

W zeszłym roku, chcąc zwrócić uwagę na problem, wywołać dyskusję, Grzegorz Drozd i Alicja Łukasiak pomalowali szczytowe ściany bloków. Sięgnięto do gigantów modernizmu, równie bezlitosnych w swej twórczości, jak idea tworzenia odseparowanych kolonii dla biedoty – Malewicza z Czarnym kwadratem i Modriana z jego kompozycjami kolorystycznymi. O ile Modrian dzięki częściowemu trafieniu w gusta współczesnego polaka (próbnik farb jako ideał gamy kolorystycznej, im mocniej po oczach tym lepiej, dla zaciekłych styropianowych modernizatorów brakło tu seledynu, różu, fioletu, łososia i jajka kury z fermy), to Malewicz okazał się zbyt minimalistyczny. Czarny kwadrat tubylcy uznali za obrazę i kpinę, przecież i tak są w ciemnej dupie. Otwarło się stereotypowe pole konfliktu pomiędzy wydziwiającymi artystami, a konkretnymi ludźmi ze swoim gustem. Pominąwszy to, mamy ostatecznie paskudne substandardowe bloczyska, jakich nie spodziewalibyśmy się w najgorszym pegieerze, natomiast z najładniej pomalowanymi elewacjami, którym trudno dorównać, patrząc na remonty „dostatniej” warszawy.

Mnie osiedle skojarzyło się z tym znanym ze świetnego serialu „the Wire”, nawet ma założony podobny monitoring, prawdopodobnie równie nieskuteczny. Inne, bardziej swojskie skojarzenie, to kwestia podejścia polskiego kierowcy do otaczającej go i jego luks brykę rzeczywistości. Ową rzeczywistość trzeba ujarzmić, pokazać jej kto tu rządzi. Wokół budynków których mieszkańcy w przeważającej części nie płacą czynszów, parkuje sporo samochodów. Tutejsze nawyki skupiają jak w soczewce tendencje ogólnomiejskie. Choć jest sporo wolnych miejsc, to samochody stoją na trawnikach. Choć są wyznaczone miejsca do parkowania równoległego, to samochody stoją prostopadle całkowicie zajmując sąsiedni chodnik. Choć od parkingu do klatek schodowych jest kilka-kilkanaście metrów to samochody stoją między blokami, jeżdżąc po chodnikach i parkując na wyjeżdżonych klepiskach będących oryginalnie trawnikami. Zamieniającymi się w innych okolicznościach aury w trzęsawiska zdolne pochłonąć wóz z koniem i woźnicą. Polski kierowca gdzie indziej ograniczony przez „złych” strażników miejskich, „złośliwie ustawiane” słupki parkingowe, w końcu nękany przez złorzeczących przechodniów, tutaj jest w końcu zdolny pokazać na co go stać. Tutaj jest wolność :) Z obserwacji pozytywnych, druga plaga naszych miast, wszędobylska reklama, wszelakiej maści oczojebne chaotyczne i rachityczne reklamy, szyldy, bilbordy, banery, wielkie formaty, sitilajty, ulotki, standy i co tam jeszcze – tutaj nie występują. Za mało odbiorców, nieodpowiedni odbiorcy. To taki dziwny fragment miasta gdzie pomimo wszystkich wad, można oglądać Malewicza i Mondriana, a nie „Najtańsze Xero”, „Meble Agata w bramie”, „1001 drobiazgów”. Choćby dlatego warto tutaj zajrzeć. Niby modernizm, a surrealizm.

W związku z powyższym, zdjęcia słoneczne, nasycone, kontrastowe, mocne. Gdybym chciał zrobić interwencję, reportaż społeczny, to pewnie wybrałbym się w pochmurny listopadowy dzień. Nie chciałem, jestem widocznie zbyt nieczuły, bądź nie dość poprawnie politycznym hipokrytą. No i w pochmurny listopadowy dzień nie chce mi się włóczyć. Patrząc jeszcze inaczej – skoro na tym fotoblogu obowiązuje kolorystyka równie stonowana co przyjezdny lunapark, zmiana tego dla dzisiejszego wpisu byłaby nieuczciwa. Prawdziwa bieda nie jest szlachetnie czarno-biała, jak w egzaltowanych reportażach, bieda jest kolorowa, tak jak głodująca afryka w jaskrawym chińskim t-shircie. Nasza bieda nawet widowiskowo parkuje.






           


wa.fotolog@gmail.com
© Wa

Archiwum

2011
kwiecień
luty
2010
październik
wrzesień
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik

Linki

forum rozwoju warszawy
siskom
skyscrapercity
warszawa przedwojenna
bryła
eela
żwawy żbik
senq
pod ziemią
trzaskprask
nudne pocztówki
bartpogoda
filosss
shorpy
eyes like lenses