Wa

OSIEDLE LUDNA

Link 31.03.2010 :: 21:21 Komentarze (1)

IMG_1805-9


IMG_4280


IMG_4274


IMG_1724


IMG_1722


IMG_4279


IMG_4270


IMG_4273


IMG_1729


IMG_1728


IMG_0061


IMG_3310


IMG_0570


IMG_1908-12


IMG_1893-900


IMG_1913-4


IMG_1894-99


IMG_1739


IMG_1902


IMG_4291


IMG_4293


IMG_1904-6


IMG_1918-21


IMG_1923


IMG_1937


IMG_1793


IMG_1784


IMG_1870-1


IMG_1851-7


IMG_1837


IMG_1872


IMG_1767-70


IMG_0062


IMG_1794


IMG_1795


IMG_1772


IMG_1885


IMG_1778


IMG_1880-3


IMG_1829-35


    Tym razem wpis o 2 budynkach, a właściwie za ich pośrednictwem - o osiedlu (Ludna) i kawałku miasta. Warto pamiętać że gdy powstaje coś nowego, nie powstaje zazwyczaj w próżni, musi się odnosić do swego otoczenia (nawet wtedy gdy nie chce, wtedy zazwyczaj robi to po prostu źle), funkcjonować nie bez oderwania od sąsiadów. Cel, jaki zawsze powinien przyświecać zmianie w przestrzeni miasta, to dokonanie takich przekształceń, aby na końcu całość otoczenia była lepsza niż na początku. Czy tak bywa w rzeczywistości? Bywa, choć nie dość często i rzadko z inicjatywy inwestora. Często jest też tak, że poprawa jednego aspektu współwystępuje z pogorszeniem innego. „Ale nie uprzedzajmy faktów", jak mawiał jeden sensat. Przedstawiane dziś obiekty powstały jako uzupełnienie/dogęszczenie osiedla. Zaprojektowane na zamówienie spółdzielni mieszkaniowej Torwar, zarządcy większości okolicznych budynków. Zaprojektowane przez pracownię APAKA, w nawiązaniu do okolicznych budynków. Zaprojektowane wraz z projektem remontów okolicznych budynków, przez tę samą pracownię. Na zamówienie tej samej spółdzielni. To chyba dość nietypowa sytuacja, niestety. Zacznijmy jednak.. od początku.

    Omawiana okolica to historyczny Solec. Południowa część Powiśla, występująca także często w faktografii jako Czerniaków (zgodnie z tradycja, w której wszytko co leżało w okolicach długiej ulicy Czerniakowskiej zyskiwało to miano, ewentualnie z podziałem na właściwy – bez przymiotnikowy, oraz „górny” - czyli północny), szczególnie w kontekście Powstania Warszawskiego. Znów się zapędzam. Solec powstał jako wieś w głębokim średniowieczu (XI wiek) gdy miasto Warszawa nie majaczyło jeszcze nawet na horyzoncie, o jego stołeczności nie mówiąc. Nadbrzeżna miejscowość była ośrodkiem handlu solą, skąd zaczerpnęła swą nazwę. Wielokrotnie niszczona przez powodzie, przeniesiona w XV wieku w pogoni za korytem rzeki. Spustoszona przez szwedów w trakcie „potopu”. Sama nazwa ulicy Ludna, została nadana w roku 1770, gdy stały przy niej 3 chaty, co było gestem nielekko ironicznym. W roku 1696 zakon Trynitarzy trudniący się wykupem jeńców z niewoli tureckiej i tatarskiej rozpoczął budowę kościoła i klasztoru, widocznych na jednym z moich zdjęć. Miejsce budowy wybrała osobiście królowa Marysieńka (przy rynku soleckim – którego nędzne resztki egzystują dziś jako parking), fundatorem był wojewoda czernihowski, potem inflancki, Otto Felkerzamb. Kościół ukończono dopiero w 1726. W międzyczasie budowę zakłóciła śmierć fundatora, epidemia która zabiła wszystkich zakonników, oraz wylew Wisły z 1713 roku. Klasztor funkcjonował do początku XIX wieku, gdy opustoszały wynajęto fabryce przetworów rolniczych. W roku 1868 spłonął w spektakularnym dwudniowym pożarze, który odbił się szerokim echem w ówczesnym mieście. Później budynki klasztoru służyły różnym celom, a część terenu zabudowano mieszkaniówką. W latach 80 XX wieku w klasztorze umieszczono muzeum Archidiecezjalne. Sam kościół (Świętej Trójcy) stał się parafialnym w roku 1865, gdy zmarł ostatni z Trynitarzy. Swego czasu wziął w nim ślub Krzysztof Kamil Baczyński, tutaj ochrzczono Stefana Starzyńskiego, a także mojego ojca :) - dzień przed zbombardowaniem we wrześniu 1939 roku.

    W swoim czasie Solec gościł przepych, magnaterię, cuda, wianki. Nad Wisłą stał dwór Sobieskich, potem króla Augusta II Sasa. Znajdował się tu ogród Feldmarszałka Jakuba Fleminga, oraz inne rezydencje. Ten etap definitywnie się zakończył gdy w XIX wieku zagościł tu na lata przemysł. Wraz z nim rozrastała się tkanka mieszkaniowa zdolna pomieścić ludność robotniczą, biedotę, ostatecznie – margines. Nie była to ciekawa okolica. Słowa piosenki, w której wspomniano o pobliskim skrzyżowaniu, zdają się oddawać te klimaty.

„Na rogu Ludnej i Czerniakowskiej straszna tragedia się stała. Syn rąbnął ojca siekierą w móżdżek i wtedy krew się polała. Brata powiesił jak ten kapelusz, matkę udusił ręcamy...”

    W dwudziestoleciu międzywojennym teren ten przeżył szybki rozwój. Wzdłuż ulic: Ludna, Okrąg, Wilanowska powstały rzędy nowoczesnych kamienic. Przy Okrąg gmach wzniosło PKO, Ludną jeździły tramwaje. Rozwój ten przerwała wojna, a w szczególności wspomniane wcześniej Powstanie Warszawskie. Toczyły się tutaj bodaj najcięższe walki (tutaj także odbył się desant z Saskiej Kępy). Dzielnicę właściwie starto z powierzchni ziemi. Większość zabudowy mieszkaniowej i fabrycznej zamieniono w gruzy i zgliszcza. Pozostała pustynia pokryta setkami grobów powstańców, żołnierzy Berlinga, ludności cywilnej. Owoc „Czerniakowskiego kręgu śmierci 1944r.”. Upamiętniono te wydarzenia gęsto usianymi dziś pomnikami, tablicami. Od imponujących założeń jak oś pomnika Chwała Saperom wiodąca od Płyty Desantu, po mniejsze tabliczki informujące co chwilę o ilości poległych, rozstrzelaniach, słowem - bohaterstwie i okropnościach tamtych dni.

    Dzielnicę przeoraną zniszczeniami postanowiono po wojnie zamienić w gigantyczne założenie parkowe – Centralny Park Kultury i Wypoczynku. Zrealizowano je częściowo. Powstał park wzdłuż skarpy od ulicy Górnośląskiej, do Poniatoszczaka. Powstała też odnoga idąca od owej skarpy, przecinając Rozbrat i Czerniakowską, do brzegów Wisły, środkiem której biegnie wspominana oś. Rzecz zaprojektowana w czasach, i co za tym następuje, w duchu socrealizmu. Z potężnymi schodami na skarpie, wieloma fontannami, ozdobnymi wazami. Generalnie na bogato. Większość z tego jest dość świeżo po remoncie. Stopniowo takiej przemianie miała ulec cała okolica, planowano wyburzenia pozostałych kamienic. Jednak koncepcja się zmieniła. Pozostałe zabudowania postanowiono uzupełnić, postawić nowe osiedla. W latach 60-tych zaprojektowano i wybudowano dwa osiedla. Wzdłuż Górnośląskiej: Torwar (z ciekawymi trzema iksami których oddzielny wpis nie ominie), między Wilanowską (komusza nazwa: Gwardzistów) a Ludną – osiedle Ludna. Początkowo oba miały nosić miano osiedla XX-lecia (Polski Ludowej). Zmiana koncepcji wydaje się słuszna, trudno wyobrazić mi sobie całą dzielnicę-park. To by chyba musiało być w dużej części martwe. Szkoda by było też ostańców przedwojennej Warszawy. Suma Summarum pod wieloma względami niełatwo sobie wyobrazić lepszą lokalizację do zamieszkania. Jeśli ktoś lubi ciszę, spokój, wszechotaczającą zieleń (oprócz wymienionego parku – obecna nazwa to Park Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, o rzut beretem są Park Ujazdowski, Łazienkowski, nabrzeże Wisły), a jednocześnie nie lubi z okien widzieć kalafiorów, tracić 4 godziny dziennie na dojazdy, to jest to rozwiązanie spełniające wiele pozornie sprzecznych oczekiwań. Ścisłe centrum miasta, z praktycznie wszelkimi zaletami peryferyjnej oazy spokoju.

    Osiedle Ludna zostało zaprojektowane przez Andrzeja Milewskiego i Zygmunta Stępińskiego (zresztą członka zespołu projektującego opisany wyżej park). W dużym stopniu uzupełniono szczerbate wówczas pierzeje ulic Wilanowska i Okrąg, plombując je z zachowaniem wysokości historycznych sąsiadek. Wewnątrz kwartału postawiono kilka 10 piętrowych budynków, kilka 4 piętrowych (które wyremontowano w dosyć szpetny sposób, i którym nie poświęcę uwagi), oraz narożny XVI-piętrowy blok Ludna/Solec, chyba najlepszy z osiedla (jeden z ciekawszych bloków w mieście), któremu należy się oddzielny wpis. Zasadnicza część osiedla została wykończoną dosyć charakterystyczną dla Warszawy szarą cegłą. Budulec ten miał swą świetność w latach 20 gdy powstało z niego wiele imponujących gmachów. Był to nowoczesny materiał który się sprawdził w naszych warunkach klimatycznych. Zwiastował nowoczesność, zerwanie z historyzującą i mocno przedatowaną architekturą paradworkową. Tworzyli z niego najwybitniejsi architekci (np. Czesław Przybylski, Romuald Gutt, Romuald Miller czy Karol Jankowski projektujący do spółki z Franciszkiem Lilpopem), swobodnie kształtując zarówno oszczędne, minimalistyczne bryły, jak i potrafiąc wykrzesać z cegieł subtelny ornament w duchu art deco. Dużo z tego zostało do dziś; zabudowania w Al. Niepodległości – Politechniki, jak i wojskowe, fabryka Wedla na Kamionku, Fabryki Aparatów Elektrycznych przy Chodakowskiej – obecnie siedziba Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej, stopniowo niszczona remontem. Wreszcie pobliski naszemu osiedlu szpital im. Orłowskiego między Czerniakowską a Rozbrat. Renesans szarej cegły nastąpił w latach 60-tych. Wtedy znów sięgnęli po nią dobrzy architekci. Choć wykonawstwo już nie to, choć cegła czasem mizerna, choć nie wszystkie realizacje się bronią (bo i nie mogą w epoce coraz to bardziej fabrycznej i masowej produkcji architektury), to powstały tak powszechnie szanowane perełki jak Sady Żoliborskie Haliny Skibniewskiej czy Urząd Rady Ministrów przy Klonowej autorstwa Tadeusza Zielińskiego (zeszpecony remontem kilka lat temu).

    Największym problemem i bolączka budynków z tej cegły jest utrzymanie jego stanu. Nie tyle może problematyczne jest samo utrzymanie, co odbiór społeczny budynku który w naturalny sposób się degraduje i wymaga cyklicznego odświeżania. Wykręcona ornamentyka secesyjna czy wręcz eklektyczna, przykryta nawet kilogramami brudu, pozostaje czytelna dla statystycznego przechodnia. Szara cegła, zasyfiona, zaniedbana, stanowi dla osoby nierozsmakowanej w architekturze nowoczesnej coś obcego, przytłaczającego, depresyjnego. Jest to zresztą problem wszystkich dzieł oszczędnych w środkach, starających się sięgać do rezerwuaru chwytów stonowanych i niecodziennych. Łatwiej obronić przed szerszymi gremiami gipsowego aniołka podpierającego balkon, niż zabawy na elewacji pasmami zróżnicowanych tonalnie i fakturowo tynków, materiałów, układającymi się jednak generalnie w duże niezmącone wybałuszonym detalem, powierzchnie. Za owym odbiorem idzie często remont który ma odwrócić szarości w tęczę. Otulić mieszkańca ciepłem grubaśnego płaszczyka styropianu, dopieścić kolorystyką prosto z torebki reklamowej niemieckiego dyskontu. Z tynkiem niskiej jakości, który po kilku latach jest brudniejszy od oryginalnej elewacji po 40 latach. Zachwycić elegancją kafelków z przeceny w OBI, wyglądających „niemalże” jak granit czy marmur.

    Nie tym razem. Prowadzona stopniowo modernizacja osiedla Ludna unosi brwi i zastanawia szacunkiem do oryginalnego projektu. Budynki co prawda zostają ocieplone, co burzy nieco proporcje i wprowadza atmosferę braku autentyczności, ale elewacje dzięki zastosowaniu udanej imitacji cegły zachowują w pełni ducha projektu. Pozostano przy stonowanej gamie kolorystycznej (szary-biały), powtórzono na imitacji rodem z Las Vegas oryginalny wzór z cegieł (w przypadku Sadów Żoliborskich chyba użyto tej samej technologii). Odtworzono wszystkie podziału, różnice w fakturze i materiale. Tylko podchodząc i pukając ścianę z bliska orientujemy się że to „podróba”. Jakość powierzchni zdaje się gwarantować że pozostanie ona w lepszej kondycji znacznie dłużej od typowych termomodernizacji. Zastosowano chyba także powierzchnię antygrafitti – w każdym razie pojawiające się bohomazy dotychczas znikały. Remont cholernie bliski ideału, jak na polskie stosunki. In minus można by zapisać (oprócz wspomnianych lekko zmienionych proporcji) charakterystyczne zapadnięte okna, oraz zmniejszenie występowania białego kolory (choćby ekrany balkonów). Chwaląc oszczędność i skromność, tu jednak wyszło trochę zbyt mdło, większy kontrast wypadł by korzystniej. Kończąc o remoncie, widać kolosalną różnicę pomiędzy dobra pracownią, a firmą krzak robiącą projekty remontu elewacji dla innej firmy chaszcze. Rożnica występuje także w podejściu inwestora, poprzednie remonty tej spółdzielni kończyły się w miarę pozytywnie w ostatnich latach, ale daleko im było do podobnych rezultatów. Natomiast nieledwie ~10 lat temu ocieplenia osiedla Torwar skutkowały straszącymi do dziś klockami w zielono-fioletowo-różowe wzory, dziś w dużym stopniu czarnymi od brudu. Tak autentycznie czarnymi, nie „czarnymi-chwyt retoryczny na potrzeby opisu”. Zmiana podejścia nie może nie cieszyć.

    W zastały kwartał zabudowy składający się z, o dziwo, spójnego misz-maszu starych kamienic i plomb, oraz bloków w głębi, wprowadzono dwa nowe budynki. Jeden stoi całkowicie w głębi, na podwórzu, niewidoczny z zewnątrz. Drugi uzupełnił rozmyślnie zostawioną wyrwę w pierzei Wilanowskiej, stanął w miejscu parkingu. Była ona na tyle duża, że wygląda to harmonijnie, nie ma wrażenia „wciśnięcia na silę”, dobrano także starannie skalę, w szacunku dla całości. Architektura nowych budynków jest stosunkowo stonowana. Większość elewacji obłożono ciemnozielonym kamieniem, resztę szarym tynkiem – nawiązując do sąsiadów. Nawiązaniem są także z pewnością poziome podziały wzdłuż kondygnacji. Miły akcent, w dodatku jest to detal który w 90% przypadków zastosowania mi się podoba. Takie prosta, a takie skuteczne i tak masowo niszczone przy remontach :) Znów jednak zbaczam. Zastosowano także modne w ostatnich latach przesunięcia w otworach okiennych. Budynki są eleganckie, cieszą jakością wykonania i zastosowanych materiałów, ale jednocześnie nie przytłaczają popisem karkołomnych form, które mogły by nie zagrać w takim otoczeniu. Kontrast jakości pomiędzy nimi, a starymi blokami po doskonałym remoncie jest dość mały. To cieszy. Cieszy także zagospodarowanie przestrzeni pomiędzy. Standard drogich grodzonych osiedli, na starym otwartym dla każdego blokowisku. Ruch kołowy wprowadzono do podziemia, w którym miejsca mogli nabyć także mieszkańcy starych budynków. Ręce same wznoszą się do braw. Co jest niezaprzeczalnym minusem, to zbyt duże zagęszczenie które jest rezultatem tej inwestycji. Odległości między oknami w niektórych miejscach osiągnęły także, już wspominany, standard z nowych grodzonych osiedli. To co jest niezaprzeczalnym atutem peerelowskich osiedli powstałych, gdy ziemią można było gospodarować w sposób dowolny, czyli przestrzeń, oddech, miejsce na zieleń – tutaj uległo niestety redukcji.

    Jako całość, układ najstarszych i najnowszych budynków zdaje się jednak bronić. Nie ma tu drażniących oczy dysonansów, mamy tutaj nie tak znowu częste wrażenie przebywania w zaprojektowanej cywilizowanie i po bożemu przestrzeni. W planach spółdzielni jest dalsze dogęszczenie osiedla. Nowe bloki mają powstać przy ulicy Okrąg, łatając pozostałe jeszcze ubytki w pierzei, a także wzdłuż ulicy Solec – zajmując każdy wolny skrawek. To budzi mój sprzeciw. O Ile uzupełnienie Okręgu wydaję się zrozumiałe, o tyle ścisłe zabudowanie wspomnianego wcześniej narożnego XVI-piętrowca (wyburzając m.in. niezbyt wartościowy pawilon sklepowy, który zagrał w paru filmowych scenach "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz"- „Do Bydgoszczy będę jeździł, a tu nie będę kupował!” „Przede wszystkim pan mi po chamsku wyrwał tego kurczaka! Ścierkę mi wyrwał, moje narzędzie pracy.” „Panie! Jak pan masz chęć, to sobie te 125 weź i wkręć. W dupę!”), oraz zabudowa skweru przy rynku Soleckim (skwer) jest pomyłką. Bloki przytłoczą sąsiadujący bezpośrednio kościół Świętej Trójcy, zabytkowy Magazyn solny. Zupełnie zepsują układ przestrzenny, zdegradują to co jest tam najcenniejsze. Oby do tej części realizacji nie doszło.

    Kończąc już przydługawy dzisiejszy wpis, muszę uderzyć w tony zdecydowanie pozytywne. Spółdzielnia Torwar (zarządca osiedli Ludna i Torwar) w ostatnim XX-leciu inwestowała dużo, głównie w Torwarowej części swego majątku. Były to inwestycje generalnie udane. Poprawne architektoniczne jak na czasy w których powstawały. Zauważalna jest też „forma zwyżkowa”. Po lekko udziwnionym narożniku ulic Fabrycznej i Koźmińskiej, po dogęszczeniu Górnośląskiej (wszystko trzymało zarówno pierzeje jak i „kopnięty” układ urbanistyczny osiedla), postawiono niezły apartamentowiec przy Czerniakowskiej wieńczący tę część parku od Południa. Teraz prace są kontynuowane po drugiej stronie parku, w omawianym dziś osiedlu Ludna. Oby wszystkie spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe wzorowały się na tych najświeższych przykładach. Wszakże satysfakcja z dobrego wpływu na całe miasto jest bezcenna.






           


wa.fotolog@gmail.com
© Wa

Archiwum

2011
kwiecień
luty
2010
październik
wrzesień
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik

Linki

forum rozwoju warszawy
siskom
skyscrapercity
warszawa przedwojenna
bryła
eela
żwawy żbik
senq
pod ziemią
trzaskprask
nudne pocztówki
bartpogoda
filosss
shorpy
eyes like lenses